Opowieści z Bali
Zmieniłam miejsce. Po tygodniu pobytu w Uluwatu, pojechałam do Ubud.
W Uluwatu nareszcie poczułam się jak na Bali o czym już wspomniałam we wcześniejszym poście.
Po pierwsze moje ciało przystosowało się, przestałam chodzić spać o 3 w nocy i wstawać o 12. Przestałam spać w dzień. Mój żołądek też przestał wariować, nabrałam apetytu. Myślę, że to nie było samo dostosowywanie się i aklimatyzacja a emocje, które towarzyszyły mi przed podróżą, po przylocie itd. Jak teraz patrzę na siebie, po tych 2 tygodniach, kiedy przyleciałam tutaj ja byłam w jakimś szoku. Serio.
W Uluwatu byłam już. Nie było to dla mnie nowe miejsce ale też tak jak już wspomniałam, nie szukałam balijskich nowości. W zasadzie teraz już byłabym gotowa na to, ale zostało mi kila dni na Bali i już trochę za późno. Zrobię sobie wypad do Ubud z moją sąsiadką z Uluwatu, cudowną dziewczyną z Niemiec. Okazało się, że mamy taki sam plan. To jest super, bo bierzemy jedną taksówkę i dzielimy koszty.
To normalne tutaj. Bali jest tak małe, zdarza się, że widzisz ludzi w jednym miejscu a 5 dni póżniej widzisz tych samych ludzi w nowym miejscu. Podobnie jest jak podróżujący, mający więcej czasu niż ja zwykle mam, wybierają ścieżki podróży. Czyli np.Bali, Wietnam, Kambodża…I wszystko oczywiście ma sens…Kolejność dowolna ale wszystko jest wtedy blisko siebie.
Jeśli chodzi o Ubud, lubię spędzić tam czas, ale nie dłużej niż 3 dni. Ubud jest miasteczkiem położonym w środkowej części Bali. Jest uważane za najbardziej kulturalne miejsce Bali. I faktycznie to czuć na ulicach pełnych galerii, sklepów z rękodziełem.
Bardzo często jeśli ktoś przyjeżdża na Bali po raz pierwszy trafia właśnie do Ubud. I ma to sens. Okolice Ubud są obłędne. Pola ryżowe, wodospady, piękna przyroda. Samo Ubud to uliczki ze sklepami, galeriami, restauracjami. Ale też Świątyniami.
Kiedy przyleciałam do Ubud pierwszy raz wszystko mnie zachwycało. Będąc tu 4 raz, było to dla mnie miłe wrócić.
Ubud jest opisywany jako miejsce świątyń, duchów, kultury.
Prawda jest taka – wiele osób rozczarowuje się, że Ubud jest bardzo zakorkowane, głośne i może być męczące bo nie ma gdzie uciec. Jak mam dość zgiełku Bali, uciekam na plaże, albo na inne wyspy na chwilę. W Ubud nie ma plaży…Za to ma świetną bazę noclegową. Przepiękne miejscówki. Raj Instagramowy. Ale naprawdę są przepiękne, bo jeśli oddalisz się trochę od centrum masz pola ryżowe, dżunglę, palmy. Cudownie.
Ubud jest też pełne małp – makaki. Śmieszne są. To mali złodzieje. Kradną czapki, okulary, telefony. Jedzenie z rąk. Więc trzeba na nie uważać.
W Ubud jest świetne jedzenie. Zarówno lokalne jak i międzynarodowe. Jest po prostu smaczne.
Bali ma piękną, kolorową kuchnie, robioną pod turystów. Ale jak dla mnie bez smaku. Brakuje przypraw. Owoce są przepyszne. Ale właśnie w Ubud trafiałam na dobrze rzeczy. Prawda jest taka, że ja nie lubię jeść w restauracjach i zawsze wybieram słabe potrawy. Więc jest to jedynie moja subiektywna opinia. Kocham gotować i to jest dla mnie zawsze wyzwanie – jedzenie.
Zrobiłam wielkie zakupy prezentowe. Nakupiłam olejków, które kocham. Szczególnie zapach jaśminowy i frangipani. Znalazłam miejsce, bo nie mogłam przypomnieć sobie, gdzie kupiłam olejki o nieprawdopodobnym zapachu. W Polsce zdarzyło mi się kupić olejek o zapachu jaśminowym ale – kompletnie zapach nie przypomina zapachu jaśminu.
Kupiłam też kadzidła, balijskie. One zapachem różnią się od indyjskich. Kadzidła balijskie są jak szept – delikatne i uspokajające. Indyjskie natomiast przypominają pełną pasji opowieść, która wciąga swoim bogactwem i intensywnością. Obie formy mają swoje miejsce – w zależności od tego, czego szukasz: subtelnego wyciszenia czy zapachowej eksplozji. To by było na tyle dziś. Do następnego razu!
