Opowieści z Bali – Jeden dzień na Bali

Jeden dzień z Bali

Zaraz po przebudzeniu, zamiast tradycyjnego „dzień dobry” Bali zaserwowało mi intensywną dawkę lenistwa.

Ach, te ostatnie dni!

Mieszanka fotograficznych szaleństw z dziewczynami, ogarniania logistyki. Kocham to. Kocham dzielić się Bali ale czas na odpoczynek i przystosowania tych wszystkich wydarzeń, wspomnień. Cudne kobiety….

Pożegnałam dziewczyny a ja rzuciłam się w ramiona Uluwatu.

Miałam tu doładować baterie: mentalnie, fizycznie i towarzysko – albo raczej antytowarzysko, bo tak, jestem introwertyczką z opcją „techno party” 😂

„Co dziś porabiam?” – zastanowiłam się, rozmawiając sama ze sobą.

„SingleFin, kawka, i może zrobię sobie plażing.”

Single Fin Uluwatu, dla niezorientowanych, to klifowa oaza pełna surferów, turystów i zachodów słońca, którą można podziwiać, popijając co się żywnie podoba.

Taki leniwy poranek/przedpołudnie, gdy można przemyśleć życie, patrząc w horyzont, dla mnie ideał.

Mój mózg wtedy przechodzi w tryb „spa”.

Nagle moje plany uległy zmianie. „Chyba pójdę do pokoju… A nie, moment, co ja tam miała robić?” Wreszcie, olśnienie. „Aha, tak! Pokój, zostaw aparat, plaża.”

„Stop, proszę!” – krzyknęłam do kierowcy skutera. „W sumie, wysiądę tutaj.”

Spontanicznie zdecydowałam się na odwiedziny plaży Padang-Padang z aparatem, zamiast jechać do pokoju.

Marzec na Bali, to nie żart. 30 stopni czujesz każdą częścią ciała, a ja byłam gotowa na omdlenie.

Klucz do przetrwania? Płynów, ile wlezie.

Wreszcie, zrzuciłam się na piasek pod skałą, do cienia, by później przesunąć się na słońce.

Mój wzrok przykuły dziewczyny odważnie karmiące makaki z ręki. Hmmm

Makaki potrafią być…różne.

Obserwowanie tego wydarzenia było jak oglądanie live-action „Księgi dżungli”, tylko że z realnym ryzykiem utraty okularów, portfela czy jedzenia prosto z rąk.

Makaki – Balijskie złodziejaszki, co tu dużo mówić.

Ale prawdziwe show zaczęło się, gdy dorosły samiec zdecydował, że to co się dzieje jest prawdopodobnie za blisko jego stada. Makak był rozdrażniony, pokazując to swoją postawą i zachowaniem.

Dziewczyny kompletnie tego nie zauważyły, nie zrozumiały samca, który wytrącał im dawane przez nie jedzenie. Był mocno wkurzony. Takie sytuacje mogą skończyć się różnie, jeśli nie wiemy jak zachować środki bezpieczeństwa.

Ale Balijczycy, jak zwykle, ogarnęli temat z badylami, ratując sytuację. Wypędzili a dziewczyny chyba zrozumiały, że sytuacja się zagęściła.

Balijczycy są świetnymi obserwatorami ratującymi wielokrotnie lekkomyślnych turystów z niebezpiecznych sytuacji;

Zmierzch zbliżał się wielkimi krokami. „Wrócę do pokoju… A nie, idę na zachód słońca.”

Ale jak zwykle czekała mnie mała zmiana planu. Wpadłam do @theplacewithnonameinbali, bo Bali to stan umysłu, gdzie plany zmieniają się szybciej niż jesteś w stanie to ogarnąć.

Jak nie umiesz płynąć z prądem, Bali to nie jest miejsce dla Ciebie.

Dobra, zapomniałam o tym, że miałam jeszcze misję bankomat. Tak, na Bali ma się „misję”. Tymi misjami są tak wyglądające prozaicznie rzeczy jak wybór kasy z bankomatu…nie dotarłam….

Muzyka na żywo, niska bateria i brak power banka. Ah, typowy balijski wieczór. A ja nadal cała w piachu i oblepiona potem.

Zamiast wracać, usiadłam i zatopiłam się w rozmowę z fascynującą kobietą, która potwierdziła – jako kolejna, aczkolwiek już nie potrzebuje potwierdzeń w tym temacie, że Bali ma to coś, co wciąga lub wypluwa. Albo je pokochasz albo…nigdy więcej. Plus muzyka na żywo była przenikającego przyjemna.

Z tym też może być różnie na Bali, potrafi zepsuć wieczór. Tu była przemiło wpleciona w kolacyjny wieczór. Delikatnie i subtelnie.

I tak, z piachem do późnych godzin nocnych, zakończyłam dzień, który w odczuciu był tygodniem.

Bali, jak zawsze, serwowało życiowe lekcje między kęsami tropikalnego żaru.

Pożegnawszy się z moją nową znajomą – kobietą o duszy nomada, która przemierza świat tak, jak ja karty menu w poszukiwaniu czegoś, co zaspokoi nie tylko głód ciała, ale i ducha – ruszyłam dalej.

Ale cóż to? Bali znało mój scenariusz lepiej niż ja sama. Głód.

Ten wszechogarniający głód, który zaskakuje, kiedy najmniej się go spodziewasz.

Tak, na Bali jada się… inaczej. To klimat, który każe ci pić więcej niż jeść, ale kiedy głód przychodzi, to z impetem.

W zasięgu wzroku pojawiła się meksykańska knajpa. “To tam” – @sayulta.bali pomyślałam, ignorując piach, który stał się moją drugą skórą w tym dniu, i z aparatem oczywiście, moim nieodłącznym towarzyszem.

Siedząc przy stoliku, próbując rozszyfrować menu, mój wzrok przykuła scena, jak z najlepszego filmu podróżniczego.

Dwie dziewczyny próbowały uchwycić kwiat na kaktusie. Tak, kwiat na kaktusie. Balijska magia, bez dwóch zdań. To musiało oznaczać dobrą energię – tak też powiedziały mi. Kaktusy rzadko kwitnął i szybko gubią kwiaty. Jak kwitnął to oznacza, że wokół jest dobra energia…I do tego pełnia.

Jedna z dziewczyn dosiadła się do mnie. Okazała się Indonezyjką, managerką tego miejsca. Rozmowa płynęła swobodnie, a czas uciekał niezauważalnie. Kiedy zegar wybił godzinę zamknięcia, Balijska noc była już pełna tajemnic, które tylko czekały, by je odkryć. Ale ja już naprawdę jak na ten dzień nie czułam przestrzeni na odkrywanie więcej. Wystarczająco dużo wrażeń jak na „leniwy dzień”.

☀️

W końcu, decyzja zapadła. Czas na powrót do pokoju, prysznic i sen, który zapewne przyniesie sny równie barwne i szalone jak rzeczywistość, w której miałam przyjemność uczestniczyć. I tak było. Zawsze dużo śnię, gdy jest pełnia.

Ten dzień na Bali był jak mikrokosmos całego życia – pełen nieoczekiwanych zwrotów akcji, spotkań, które mogą zmienić twoje postrzeganie świata, i chwil, które na zawsze zostają w pamięci.

Bali nie jest miejscem, do którego się po prostu leci…

Bali to doświadczenie, które przeżywasz – intensywnie, zmysłowo, niezapomnianie.

Dobranoc, Bali. Dobranoc, świat. 🌚

Aga zamyka dzień, który był lekcją życia w pigułce. Ten dzień przyniósł więcej niż mogłam sobie wyobrazić.

Na Bali otwieram się na doświadczenia. Pozwalam sobie na nie. Jestem jak piórko na wietrze. To nie ja decyduje gdzie mnie wiatr poniesie. Mam zaufanie ale i rozsądek. Bo ono też jest potrzebne!💗

I tak, pod balijską pełnią, z sercem pełnym nowych wspomnień, mogłam tylko szepnąć: “Dobranoc”.🌝

Ten wieczór był początkiem przepięknego kolejnego wieczoru i kolejnej ostatniej nocy spędzonej na Bali….może podzielę się a może nie 😉

Ps. Zdjęcia z tego opisywanego dnia. Robione telefonem ot tak…

Podobne wpisy